MALAWI - barwny świat Mbuna i Utaka
Podwodny kolorowy świat pełen tajemnic zauroczył mnie swą różnorodnością gatunków i
niezwykłą magią kolorów. Tajemniczy nastrój i pełne życia podwodne przestworza są moją
inspiracją. Mieszkańcy tego niezwykłego świata są jak gwiazdy w ciemną noc wskazując
drogę zbłąkanemu wędrowcy. Błądziłam i poszukiwałam tego najciekawszego gatunku,
najbardziej barwnego, niesamowitego w swym zachowaniu. Idealnego podwodnego świata.
Na pierwszy rzut oka ponurego i cichego, ale wraz z pierwszym promieniem dochodzącego
porannego słońca niezwykle barwnego.
MALAWI - HISTORIA MOJEJ PASJI
NOWO ODKRYTY ŚWIAT
Tym nowo odkrytym światem okazała się Afryka i jej podwodne przestrzenie jeziora Malawi i
Tanganika. I mając za sobą sporo doświadczeń z pielęgnicami z Ameryki Południowej i Środkowej
uznałam, że już jest pora by przeniknąć do tego świata, aby ten czar zawitał u mnie. Wcześniejsze
zbiorniki co jakiś czas się zmieniały wraz z obsadą. Teraz miałam już za sobą trochę informacji z
artykułów na temat biotopu Malawi i trochę przeglądniętych fotek, co spotęgowało moją wyobraźnię i
pasję. Sam pomysł założenia nowego zbiornika zrodził się podczas wizyty u pewnego starszego
pana, hodowcy ryb Afrykańskich. Gdy wraz z kolegą Markiem weszliśmy do pomieszczenia, w którym
było ok.15 zbiorników z różnymi pielęgnicami, to poczułam dreszcz emocji, krew w moich żyłach
popłynęła szybciej i od razu dostałam wypieki. To było niesamowite wrażenie, którego nie zapomnę
nigdy. Nie wiedziałam na comam patrzeć, w koło tyle piękności. Gdy już ochłonęłam przyszedł czas
na rozmowę o rybach. Sędziwy starszy pan miał dar opowiadania gdyż był wieloletnim radiowcem.
Można go było słuchać z wielkim zaciekawieniem.
DECYZJE I WYBÓR
Przyszła w końcu pora decyzji, które z nich zamieszkają w moim zbiorniku. Miałam wtedy w domu do
dyspozycji wolny zbiornik 120 litrów po skalarach i 200 litrów po akarach błękitnych i ich potomstwie
Uwierzcie mi wybór był bardzo trudny ! W końcu zdecydowałam się na Labidochromis caeruleus
ze względu na łagodne usposobienie i piękne cytrynowo żółte ubarwienie kontrastujące z czarnymi
płetwami - nabyłam 6 sztuk. Następnie wybrałam parkę Maylandia estherae odmiany red red,
samiec blado różowy z ciemniejszymi licznymi atrapamii jajowymi i pomarańczowa samiczka. I
chyba przez przerost wrażeń w tym dniu zaćmiło mi umysł bo zdecydowałam się na kolejne żółte ryby
w ilości 4 sztuki, a były nimi Neolamprologus leleupi na dodatek to ryby z Tanganiki jak się
dowiedziałam ale później. Oczywiście na odbiór ryb umówiłam się za kilka dni, bo aby wyłowić te
ryby starszy pan musiał usunąć dekoracje i spędzić trochę czasu na łowieniu. Natomiast ja
musiałam przygotować zbiornik 200 litrów.
Z WIADERKIEM W RĘKU
Lecz w tym dniu nie wyszłam z niczym, miałam przecież jeszcze jeden wolny zbiornik 120 l. Kolega
który był ze mną pokazał mi we wiaderku przygotowane do odniesienia do sklepu, mało atrakcyjne
blade ryby. Widziałam je tylko z góry i pomyślałam, że na co mi takie blado różowe z szaro -
oliwkowym nalotem. Kolega powiedział mi, że widział te ryby w Berlinie w ZOO i były ładne całe
czerwone. No i skusiłam się, wyszłam z wiaderkiem w ręku. Okazało się, że to ryba z rodzaju
Hemichromis (czerwieniak dwuplamy) afrykańska pielęgnica zamieszkująca rzeki: Niger, Kongo i
Nil, a w okresie tarła jeden z najbardziej ubarwionych czerwonych pielęgnic afrykańskich.
Czerwieniaki nie trafiły do sklepu lecz do mojego 120 litrowego zbiornika. Na temat tych rybek
poświęcony jest odrębny artykuł.
NOWY NABYTEK I TROCHĘ KŁOPOTU
I tak rozpoczęła się moja nowa przygoda z rybami afrykańskimi. W umówionym dniu odebrałam
wybrane i zamówione pyszczaki i umieściłam w moim nowym 200 litrowym Malawi. Jednak
odczuwałam ciągły głód i po pewnym czasie ponownie odwiedziłam hodowcę by znaleźć coś
jeszcze. Moją uwagę zwróciło stadko pasiastych piękności, tak efektownym rybom nie mogłam się
oprzeć. Był to pyszczak złocisty(Mealnochromis auratus). Na początku okazało się, że nie są na
sprzedaż bo to jego ulubione stadko. W zamian zaoferował mi pyszczaka socolofi, cesarskiego i
venustusa. Lecz ja ciągle swoje, że bez auratusów nie wyjdę i w końcu udało mi się go przekonać.
Widać moje czary podziałały - no i dobrze. Pan Aleksander wyłowił mi tylko 3 sztuki bo więcej się
nie dało. A przy tym zdemolował sobie cały zbiornik. A na koniec stłukł sobie szybę osłaniającą
akwarium. Było mi przykro że to przeze mnie, bo przecież nie chciałam dać za wygraną i wyjść bez
tych rybek. W końcu z radością powróciłam do domu i wpuściłam nowych mieszańców do Malawi.
Na drugi dzień załatwiłam w miejsce stłuczonej szyby mleczną pleksi. Pan Aleksander wywiercił
sobie tyko otworki i wszystko było w porządku.
ZMIANY
Ryby miały się dobrze oprócz kilku zdarzeń które opisuję w innych moich artykułach. A moja
malawijska pasja wciąż rosła. Z czasem zmieniały się wystroje, ilość zbiorników i obsada ryb.
Pyszczaki złociste pokazały swoje prawdziwe oblicze, więc trafiły do osobnego zbiornika. Maylandia
red red urosły i tocyły boje t więc rafiły do akwarium mojego kolegi. 3 osobniki Labidochromis
caeruleus padły z niewiadomych mi wtedy przyczyn a pozostałe 3 samiczki trafiły do haremu samca
kolegi. Po jakimś czasie jedna z samiczek z pełnym pyskiem trafiła na czas inkubacji do naszego
wspólnego zbiornika w firmie. Tam wydała na świat stadko malutkich żółciutkich piękności - 11
sztuk, które gdy osiągnęły 3 cm zabrałam do domu, do nowo urządzonego zbiornika. Teraz są już
dorosłe i pięknie wybarwione. Można je podziwiać nafotkach w galerii . Były jednak dość nieśmiałe i
płochliwe. Gdy zbliżałam się do zbiornika chowały się w popłochu wśród skałek. Trochę to trwało i
musiałam coś zrobić, bo miałam ryby i nie mogłam ich obserwować. Przeczytałam trochę artykułów i
doszłam do wniosku, że powinnam wprowadzić jeszcze jakiś inny gatunek, oczywiście bardziej
aktywny i żywiołowy.
NOWI GOŚCIE W MALAWI
Decyzja padła na gatunek Cynotilapia afra. Zakupiłam tylko 3 sztuki ( 1 samiec + 2 samiczki) tej
pięknej ryby z charakterem, w nadziei że obsada sama się niebawem powiększy no i się
powiększyła. Teraz z dorosłymi pływa 10 sztuk młodzieży. Piękne pełne temperamentu ryby, stały się
ulubioną ozdobą mojego Malawi. A samiec został szefem całego zbiornika, ciągle pływa i dogląda
swego haremu i innych ryb. Istne żywe sreberko - godny polecenia. Do dziś jestem bardzo
zadowolona z tej decyzji. Moje akwarium teraz
kwitnie i tętni życiem. Tym razem zakup zrobiłam w sklepie akwarystycznym, gdyż hodowca u
którego zaopatrywałam się w rybki odszedł już do krainy wiecznej wody i nigdy nie powróci by cieszyć
się ich pięknem.
ZBIORNIK PANA ALEKSANDRA
W między czasie po śmierci pana Aleksandara odkupiłam od jego rodziny jeden z jego zbiorników -
200 litrowy zbiornik z szafką i akcesoriami a także z rybami z Tanganiki. Tej historii poświęcony jest
osobny artykuł opisujący dokładnie okoliczności w jakich nabyłam zbiornik oraz ryby w nim żyjące.
CIĄGŁE POSZUKIWANIA
W wyniku dalszych poszukiwań, w moim Malawi zamieszkały jeszcze Aulonacary sp red. Te
spokojnie usposobione pielęgnice przynajmniej na razie, to istne kejnoty. Gdy je nabyłam były nie
wybarwione jeszcze ale wiedziałam, że gdy podrosną i się wybarwią staną się najpiękniejszymi
rybami w moim Malawi. Mam 3 egzemplarze, a jeden na pewno jest samcem. Ma
najintensywniejsze na razie barwy i stara się rządzić pozostałymi dwoma. Nie szukają zwady,
pływają spokojnie w górnej i środkowej części toni wodnej zbiornika i nie chowają się pomiędzy
skałki. Na razie trudno coś więcej o nich pisać bo jeszcze ich dokładnie nie poznałam za krótki
okres, ale w przyszłości być może stanie osobny zbiornik biotopowy dla tego gatunku a może nawet
dołączą inne aulonacary. Ale to na razie tylko plany.
POZOSTALI MIESZKAŃCY
Pewnego razu gdy kolega wyjechał w jego zbiorniku coś się wydarzyło. Jego pysie zachorowały i
zaczęły po kolei odchodzić z tego świata. Zrozpaczona jego mama nie wiedziała co robić.
Natychmiast z innym kolegą zabraliśmy się do ratowania pysiów. Przyniosłam zdomu zapasowy
zbiornik, odłowiliśmy chore ryby i zastosowaliśmy leki. Z całej obsady kolegi pozostały przy życiu 3
szuki Labidochromis caeruleus (samiec + 2 samice), Melanochromis johannii dorosły samiec i
młodsza samica oraz 1 osobnik Melanochromis cyaneorhabdos - maingano. Po powrocie kolega
podarował mi te uratowane pyszczaki. Najpierw przeszły kwarantannę w osobnym zbiorniku a potem
trafiły do mojego Malawi
KTO TU RZĄDZI
Po wpuszczeniu do zbiornika melanochromis johannii odbył kilka potyczek z
największymi samcami w zbiorniku by ustalić kto tu rządzi? Najpierw wziął się za szefa zbiornika
samca Cynotilapia afra , po pięciu minutach przepychanek zajął jego wykopaną norę pod skałą,
w której mieszka do dzisiaj. Samiec Cynotilapia afra przeniusł się w inne miejsce i nie włażą sobie w
paradę. Potem stoczył bitwę z największym samcem Labidocromis caeruleus , który się wycofał do
swego rewiru. Natomiast po króciutkim starciu z samcem Aulonakary sp red dał sobie spokój.
Aulonakara szybkim jak strzała ruchem pokzała mu żeby więcej z nią nie zaczynał. Johannii ustwił
jeszcze pare rybek by ostatecznie zostac szefem zbiornika. I tak pozostało dzo dziś. Wszystkie gatunki
żyją racej zgodnie. Jedynie w czasie godów Johannii jest bardziej pobudzony i przegania czasem
inne smce. I taka właśnie obsada jest po dziś dzień. Może w przyszłości coś się zmieni.
Autor artykułu: Izabela Januszewska
Autor stony: Izabela Januszewska
(Strona powstała w marcu 2003 roku.)
Wykorzystywanie i publikowanie w części lub całości zdjęć, artykułów i rysunków bez zgody autora
jest zabronione i podlega ochronie prawa autorskiego.
Stronę należy oglądać w rozdzielczości 800 x 600